Buddy ochroniarz – pierwsze poważne zadanie
No i stało się. Chyba jestem na tyle duży, że nadszedł czas na próbę i dostałem bardzo poważne zadanie. Byliśmy ostatnio u tej fajnej pani. Cała wizyta to w sumie przebiegała zupełnie naturalnie, czyli tak jak zawsze. Ale ważny stał się jeden dzień, a było to wczoraj…
Rano się obudziłem, jak zwykle przed wszystkimi. Trochę mi się nudziło i z nudów trochę pogryzłem swoje miejsce
tak trochę. Wyobraźcie sobie, że jak mój pan wstał, wszedł do pokoju, gdzie moje miejsce taki zaspany jak zawsze
no to ja do niego podbiegam się przywitać, głaszcze mnie i od razu podchodzi do mojego miejsca. Kucnął sobie popatrzał na mnie i pyta:
- Co to jest?
Pyta jakby nie wiedział
- Buddy, co to jest?
No nic położyłem się popatrzałem na niego. Podszedłem udałem zainteresowanie problemem. Na fakt trochę może za bardzo to pogryzłem. Ale jak moje miejsce to chyba mogę robić co chcę? Czy jednak nie?
W każdym razie na tym się skończyło. Potem był spacer. Trochę pobiegałem. Pan rzucił kilka razy patykami. Ogólnie było fajnie.
Powrót do domu, jak dla mnie trochę nudy, w pewnym momencie zauważyłem, że pan zaczyna się pakować, no to ja wstaję, a tu słyszę:
- Ty zostajesz
Wydawało mi się, że się przesłyszałem, więc przeciągnąłem się i udałem, że faktycznie nie słyszałem. Niestety pan zaraz to powtórzył. Skończył się pakować. Podszedł i powiedział:
- Ja jadę, a ty zostajesz. Masz pilnować pani i ją chronić
Normalnie – Szok!
Z jednej strony żal serce brało, bo nie chciałem, by jechał beze mnie. Z drugiej taka odpowiedzialność. No w sumie już jestem prawie dorosły
No i pojechał.
Pani też była jakaś smutna, więc ją próbowałem trochę rozruszać. Wiecie taką zabawą
Ona nie patrzy to idę do niej, jak patrzy to na miejsce
po chwili jednak zrozumiałem, że w sumie to jej teren, a ja tu tylko ochroniarzem jestem, więc wymyśliłem, że głównie będę na miejscu swoim pilnował, a tylko w razie potrzeby będę wstawał.
Wieczorem pani miała ochotę na spacer, więc jako jej ochroniarz pochodziłem z nią, pobiegałem – puściła mnie ze smyczy
Cały czas czułem, że jakby się trochę denerwowała, jakby coś się miało stać. No i stało. Po pewnym czasie mnie zawołała. Tak, ja wiem kiedy mam znów na smyczy wylądować i jakoś za tym nie przepadam. Jak zaczęła mnie pani wołać to wtedy jej podenerwowanie jakby wzrosło – taka niepewność.
Chwilę się zastanowiłem, podchodzić czy nie? No, ale pan mnie prosił bym był w porządku, a poza tym to ta pani też niczego sobie, więc powoli podszedłem. Jak podszedłem dostałem super nagrodę
głaskała mnie i chwaliła, normalnie super
No i w końcu dzień się skończył i poszedłem spać. Choć spałem trochę bardziej czujnie niż zawsze. Trochę pomarzyłem o tym jak to będzie kiedy znów swojego pana poczuję i zobaczę. Hm… nie mówił kiedy to będzie, ale mam nadzieję, że niedługo.
Rano jak się obudziłem pomyślałem o panu, ale szybko sobie przypomniałem, że przecież wczoraj wyjechał. Niedługo potem wstała pani. Poszliśmy na spacer, potem moja miska z jedzeniem
No i w sumie dzień jakoś leci. Pod nieobecność pani wskoczyłem na komputer, by napisać ten post, ale chyba zaraz tu będzie, więc będę kończył.

Najnowsze komentarze