Kategorie

Podaj swój adres email, będziesz dostawać maila za każdym razem kiedy napiszę coś nowego

Kaganiec, a raczej karaniec

Pewnego dnia byliśmy na zakupach, tzn. ja, mój pan i ta pani co u niej jesteśmy tak często. Zakupy były nawet fajne, bo pan kupił mi przysmaki, i moją karmę ulubioną. Ale kupił też coś jeszcze. Kupił mi kaganiec, a w zasadzie jak dla mnie to karaniec. Najpierw dostałem do przymiarki. No myślę sobie, spoko, może być. Kiedyś coś podobnego miałem, ale częściej tego nie nosiłem, aniżeli tak, więc pomyślałem, no ok – chcesz kupuj, od święta mogę nosić.

Niestety nie było tak różowo. Okazało się, że częściej go noszę niż nie. Wiecie jaka to kara dla mnie? Tak kara. Raz, że on tak bardzo czymś tam pachnie, dwa nie pozwala brać w zęby czegokolwiek. A poza tym przeszkadza mi non stop.

No, ale ja chyba też mam zdanie, więc zacząłem się stawiać.

Nie chciałem go zakładać, ale mój pan znalazł sposób i robi mnie na smakołyk. Proste: bierze do ręki smakołyk, ale trzyma go tak, że jak chcę go zjeść to muszę włożyć swoją mordkę do tego kagańca. Koniec końców zawsze kończyło się po jego myśli.

W końcu się poddałem. Jak trzeba to trzeba, ale wiecie co? Coś udało mi się wywalczyć. Jak pan mnie puszcza bym pobiegał to zdejmuje mi go, bo zrobiłem mu raz psikusa.

Było piękne popołudnie i puścił mnie ze smyczy bym pobiegał, oczywiście z kagańcem. No to wyturlałem mu się w odchodach psich, tak, że kaganiec był do szorowania, a w tym i ja. Koszt może taki, że już nie biegam wszędzie, ale jak już to bez karańca :)

Mam tylko nadzieję, że jak on to przeczyta, że nie wymyśli czegoś nowego

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>