Kategorie

Podaj swój adres email, będziesz dostawać maila za każdym razem kiedy napiszę coś nowego

Minął pierwszy rok

Buddy - śpię - pierwszy dzień

Śpię i od razu mi fotki robić poczęli, a ja taki zmęczony

A więc tak, na świat przyszedłem 29 listopada 2009 roku. W zasadzie to bardzo niewiele pamiętam z tego okresu. Zdjęć nie posiadamy żadnych, więc za bardzo się tu rozpisywac nie będę… hau hau.

Najważniejsze jednak, że którego dnia zostałem zabrany od mamy…
A było to 24 stycznia 2010 roku…
Z tego dnia pamiętam niewiele… a co konkretnie?
Przebyłem długą drogę samochodem, która mi się wcale nie podobała…
Później pamiętam jak zostałem zabrany przez panią na ręce, u której już byłem kilka godzin, następnie zabrała mnie do pokoiku,  w którym siedział mój pan…
Jakoś czułem, że długo tam nie będę… ale czułem też jakiś lęk przed nieznanym.

Zostałem podany na ręcę mojemu panu, jednak wtedy jeszcze tego nie wiedziałem. Poczułem od razu jego zapach. Zaczął coś mówić do mnie, jednak z ogólnego zestresowania, za bardzo nie rozumiałem co mówił. TO co pamietam to powtarzane prze niego słowo Buddy… Jak się okazało dostałem takie imię. Zresztą on także był jakoś dziwnie podniecony. Coś jakby sie cieszył mnie widząc. Pani za chwilę wyszła i zostaliśmy sami. Pierwsze pięć minut. Po chwili mnie postawił na podłogę.

Chciałem mu dać ostrzeżenie, bo już jakoś mnie wierciło w brzuszku, więc na dzień dobry zrobiłem sporą kupkę… jak kończyłem wróciła pani, która zaraz posprzątała.
Pamiętam, że zacząłem piszczeć. W każdym razie, pochwili znów wyladowałem na rękach mojego już nowego pana. Utulił mnie w kocyk. I zaczęliśmy iść, tzn. on szedł mnie niosąc.
Wyszliśmy z domu.
A na zewnątrz wystawiłem głowę i poczułem zimno. Szliśmy, aż doszliśmy do tych metalowych puszek zwanych autami.
Buddy - pies - drugi dzień w nowym domu

Buddy - drugi dzień w nowym domu

Tam siedział jakis pan, cos tam mówił do mnie. Po chwili jechaliśmy. Ja oczywiście na kolanach mojego pana.

Tym razme jazda autem była krótsza, niż o poranku. Wyszliśmy z auta, w którym został ten drugi człowiek.
Weszliśmy do klatki, ja cały czas na rękach i pieliśmy się po schodach.

jak to było
A więc tak, na świat przyszedłem 29 listopada 2009 roku. W zasadzie to bardzo niewiele pamiętam z tego okresu. Zdjęć nie posaidamy żadnych, więc za bardzo się tu rozpisywac nie będę… hau hau.
Najważniejsze jednak, że którego dnia zostałem zabrany od mamy…
A było to 24 stycznia 2010 roku…
Z tego dnia pamiętam niewiele… a co konkretnie?Przebyłem długą drogę samochodem, która mi się wcale nie podobała…Później pamiętam jak zostałem zabrany przez panią na ręce, u której już byłem kilka godzin, następnie zabrała mnie do pokoiku,  w którym siedział mój pan…
Jakoś czułem, że długo tam nie będę… ale czułem też jakiś lęk przed nieznanym.
Zostałem podany na ręcę mojemu panu, jednak wtedy jeszcze tego nie wiedziałem. Poczułem od razu jego zapach. Zaczął coś mówić do mnie, jednak z ogólnego zestresowania, za bardzo nie rozumiałem co mówił. TO co pamietam to powtarzane prze niego słowo Buddy… Jak się okazało dostałem takie imię. Zresztą on także był jakoś dziwnie podniecony. COs jakby sie cieszył mnie widząc. Pani za chwilę wyszła i zostaliśmy sami. Pierwsze pięć minut. Po chwili mnie postawił na podłogę.
Chciałem mu dać ostrzeżenie, bo już jakoś mnie wierciło w brzuszku, więc na dzień dobry zrobiłem sporą kupkę… jak kończyłem wróciła pani, która zaraz posprzątała.
Pamiętam, że zacząłem piszczeć. W każdym razie, pochwili znów wyladowałem na rękach mojego już nowego pana. Utulił mnie w kocyk. I zaczęliśmy iść, tzn. on szedł mnie niosąc.Wyszliśmy z domu.

Buddy - sesja foto z drugiego dnia

Buddy - sesja foto z drugiego dnia

A na zewnątrz wystawiłem głowę i poczułem zimno. Szliśmy, aż doszliśmy do tych metalowych puszek zwanych autami.Tam siedział jakis pan, cos tam mówił do mnie. Po chwili jechaliśmy. Ja oczywiście na kolanach mojego pana.
Tym razme jazda autem była krótsza, niż o poranku. Wyszliśmy z auta, w którym został ten drugi człowiek.Weszliśmy do klatki, ja cały czas na rękach i pieliśmy się po schodach. No i za chwilę znalazłem się w mieszkaniu.

Czasem ich nie rozumiem, tzn. ludzi jakieś piski krzyki. Cały czas mówili Buddy. Szybko padłem. Oczywiście najpierw musiałem pozwiedzać co gdzie jest :) dostałem michę z jedzeniem, przynajmniej tyle…

Resztę opowiem następnym razem, bo już łapki bolą :)

pozdrawiam

2 odpowiedzi na „Minął pierwszy rok

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>